Aktualności

GORZELNICY POSTAWILI NA JAKOŚĆ I …OZE

Powyższym hasłem można byłoby najkrócej scharakteryzować ocenę sytuacji w gorzelnictwie rolniczym za 2019 rok.

Z uwagi na niską,  bądź wręcz całkowitą, nieopłacalność produkcji destylatu rolniczego w tradycyjnych gorzelniach rolniczych, z czym wiązał się proces ciągłego ograniczania produkcji, a wreszcie zamykania gorzelni w kilku ostatnich latach , w 2019 r. stanęliśmy przed ostateczną wydaje się granicą ich egzystencji. Wyznaczać ją zaczęły dwa charakterystyczne trendy. Pierwszy, to przy ograniczonej wielkości produkcji destylatu, zwrócono większą uwagę na jego jakość uzyskiwaną głównie z doboru odpowiednich surowców. Drugi, to poszukiwanie rozwiązań technicznych do powiązania gorzelni z biogazownią, czyli tworzenia centrów energetycznych, w których wytwarzany jest prąd elektryczny i ciepło, a zatem gorzelnia rolnicza stała się atrakcyjnym elementem  na rynku Odnawialnych Źródeł Energii (OZE). Nie był to nowy pomysł, gdyż Związek Gorzelni Polskich starał się lansować go już od kilku lat, ale wciąż  opłacalność produkcji biogazu rolniczego hamowała inwestycje w tym zakresie, zresztą bardzo kosztowne.

O jakości destylatu rolniczego decyduje w największym stopniu surowiec, z którego jest on produkowany, ale także  tradycyjna technologia i jej opanowanie przez gorzelników. Gdy stawiano na wysoką wydajność gorzelni starano się – przy niskich cenach rynkowych destylatu – kupować jak najtańsze surowce. Jednym z nich była melasa buraczana, ale także kukurydza. Najwyższej jakości destylat uzyskiwano ze zbóż i ziemniaków. W grę zaczęły także wchodzić już odmiany, a więc jakość gwarantowała wyższą, opłacalną cenę. Warto zatem było ukierunkowywać produkcję na  jakość destylatu. Producenci alkoholi konsumpcyjnych stawiali coraz wyższe wymagania jakościowe dla  dostawców destylatu. Coraz mniejsze zapotrzebowania niższej jakości destylatów do produkcji bioetanolu oraz na inne cele techniczne niejako zmusiły gorzelnie do poszukiwania różnych nisz surowcowych. Pojawiły się wtedy np. destylaty z odpowiednich odmian pszenicy, a nawet grochu. Na ich bazie znani producenci  wódek zaczęli produkować  oryginalne produkty, które , jak się wydaje, powoli zdobywają rynek alkoholi konsumpcyjnych mocnych w kraju i za granicą.

Kilka gorzelni przeznaczało pewną część swojej  produkcji na okowity, które profesjonalnie wytwarzały niektóre  wytwórnie wódek.

W tej dziedzinie pojawił się też nowy trend, który można nazwać wyodrębnianiem w gorzelni destylarni. Znane są przypadki, że nieczynna od wielu lat gorzelnia postanowiła przekształcić się w destylarnię i produkować regionalne okowity. Są to, co prawda, pojedyncze przypadki, ale te jaskółki zapowiadają prawdopodobnie zupełnie nowe zjawisko, które da o sobie znać w najbliższych latach. W ten sposób nieczynne gorzelnie uzyskają swoją szanse na pozostanie w branży.

Znany  i tradycyjny w Polsce  surowiec gorzelniczy jakim jest  żyto powoli zaczął powracać do łask, ale też rozpoczął konkurencję z pszenicą  uprawianą w czystych ekologicznych terenach Polski południowo-wschodniej.

Pojawiło się  zapotrzebowanie, głównie ze środowisk zagranicznych na wysokojakościowe wódki z Polski. Umacniała się marka „Polish Vodka” i tradycyjnej już Żubrówki”.

Jakkolwiek surowce do produkcji wyokojakościowych alkoholi w dużej jeszcze mierze gwarantują jakość wytwarzanego z nich destylatu, to jednak tylko kilkunastu gorzelniom rolniczym w Polsce udało się utrzymać w gronie dostawców dla bardzo wymagających odbiorców. Coraz silniej dawała o sobie znać  konkurencja ze strony krajowych potentatów, czyli fabryk etanolu i zagranicznych dostawców surowca Nie mogło to  pozostawać bez wpływu na sytuację naszych zakładów. Można jednak powiedzieć, że udało się uchwycić przyczółek rynku tego rodzaju alkoholi.

Nie udało się jednak, co Związek zakładał w swoim Programie 50 Plus z 2014 r. wskrzesić gorzelnictwa w jego  znanym z przeszłości charakterze, zarówno co do skali jak i  znaczenia.

Z pewnym optymizmem patrzono na poszukiwania inwestorów, planujących budowę biogazowni, czynnych gorzelni rolniczych, z którymi mogliby oni nawiązać ścisłą współprace. Pojedyncze przykłady w kraju potwierdzają ten optymizm.

Gorzelnictwo rolnicze przechodzi silną metamorfozę i zmierza do zupełnie nowej swojej roli. Nie może przy tym liczyć na pomoc państwa, ale wyłącznie na inwencję właścicieli gorzelni, wśród których jest jeszcze wielu hobbystów. I to na nich opiera się funkcjonowanie tych nielicznych już zakładów w Polsce.

Zmiany, jakie odnotowano w 2019 r. skutkowały m.in. wyborem nowych władz Związku Gorzelni Polskich.  Po 10 latach kierowania Związkiem przez Pana Włodzimierza Warchalewskiego,  w grudniu 2019 r. funkcję Prezesa Zarządu objął  najmłodszy z jego założycieli Pan Łukasz Karmowski z Gorzelni Rolniczej Radzicz w woj. kujawsko-pomorskim. Jego dotychczasowe   osiągnięcia, ale i plany  dowodzą, że może nadać Związkowi nowy impuls do działania na już zupełnie innej płaszczyźnie.

Niewielka ilość gorzelni rolniczych, a co zatem idzie i Członków Związku wymusza koncentrację na silnej integracji środowiska i pozyskiwanie do niego sympatyków. Co prawda jest kilkanaście tzw. uczestników Programu 50 Plus, ale nie wykazują oni chęci osobistego działania na rzecz całego środowisk, jakkolwiek i sama ich obecność oraz dzielenie się doświadczeniami, posiada duże znaczenie dla Związku.

Osiągnięciem Prezesa Włodzimierza  Warchalewskiego i Zarządu Związku było niedopuszczenie do likwidacji Związku  pomimo wyraźnego braku sukcesów w ostatnich latach. Związek utrzymał też swoje Biuro Zarządu we Wrocławiu, które kontynuuje działalność reprezentując Związek i jego  problemy, jakimi się zajmuje  w kontaktach z Członkami, firmami współpracującymi oraz organami państwa.

 

Opracował: Józef Inorowicz,

Biuro Zarządu Związku Gorzelni Polskich we Wrocławiu

1843total visits,2visits today